Interwencje rządowe, czyli paliwo rakietowe kokainowych imperiów

Wczoraj zacząłem oglądać serial „Narcos”, który opowiada historię życia Pablo Escobara, prawdopodobnie największego przemytnika kokainy w historii świata. W szczycie swojej kariery Pablo kontrolował 80% rynku dostaw do Stanów Zjednoczonych, a na początku lat 90 poprzedniego stulecia był jednym z najbogatszych ludzi na ziemii z majątkiem szacowanym na ponad 10 miliardów dolarów.

Pablo,  był bardzo zdolnym przemytnikiem/gangsterem/przedsiębiorcą, ale nigdy nie zdobyłby takiego majątku, gdyby nie… interwencje rządowe.

Przyjrzyjmy się kilku scenom z pierwszego odcinka zatytułowanego „Descenso”.

Scena 1: Do lokalnego przemytnika przychodzi kilka młodych kobiet. Przemytnik oferuje 10 tyś dolarów za przemyt 50 kilkudziesięciogramowych pakunków z kokainą, które kobiety muszą połknąć i następnie wydalić po wylądowaniu w Miami. Dwie kobiety są w ciąży. Ciężarne nie są przeszukiwane przez służby celne, dlatego przemytnik oferuje im 15.000 dolarów za połknięcie 70 pakunków. Kolejna scena ma miejsce w mieszkaniu w Miami. Lekarka opowiada mężowi o kobiecie w ciąży, która trafiła na ostry dyżur w stanie krytycznym. Lekarze podejrzewali przedawkowanie kokainy, ale nie odnaleźli śladów narkotyku w nozdrzach lub jamie ustnej. Zabójcza dawka kokainy trafiła do obiegu bezpośrednio z żołądka, gdzie pękł jeden z pakunków. Kobieta i dziecko umierają.

sc_1

Jak wyglądałaby ta sytuacja gdyby narkotyki były zalegalizowane w Kolumbii i Stanach Zjednoczonych?

Kokaina byłaby transportowana w tych samych kontenerach, w których przewożone są ziemniaki, telewizory czy zabawki. Przemytnikom nie opłacałoby się zapłacić 15.000 dolarów za transport w żółądku kobiety, w sytuacji gdy firma logistyczna dostarczyłaby legalną kokaine za kilka lub kilkanaście dolarów. Kolumbijskie kobiety nie otrzymałyby lukratywnej, ale bardzo ryzykownej oferty przemytniczej, ale za to miałyby szansę na bezpieczną pracę na legalnej plantacji koki.

Scena 2: Kokainowi przemytnicy spotykają się w kolumbijskim barze, gdzie razem z przypadkowymi dziewczynami piją, jedzą i bawią się przy dzwiękach lokalnej kapeli. Funkcjonariuszom departamentu do spraw narkotykowych (DEA) udało się podsłuchać rozmowę telefoniczną, z której dowiedzieli się o odbywającej się biesiadzie. Kolumbijske i amerykańskie służby organizują nalot na bar i przy użyciu broni automatycznej rozstrzeliwują lokalnych gansterów oraz… przypadkowe kobiety, kelnerów oraz muzyków.

sc_3

Jak wyglądałaby ta sytuacja gdyby narkotyki były zalegalizowane w Kolumbii i Stanach Zjednoczonych?

Sytuacja mogłaby mieć miejsce, ale przynajmniej gangsterzy ścigani byliby za mordestwa, gwałty czy rozboje, a nie za handel narkotykami, których dystrybucja jest przestępstwem bez ofiary. Rzeczywiste ofiary (przypadkowi ludzie) zapłaciły życiem za koszty rządowej walki z wiatrakami.

Scena 3: Dwóch funkcjonariuszy służb antynarkotykowych przygotowało zasadzkę na dilera w Miami. Diler zgodnie z planem policjantów wystawił się i dosłownie sekundy przed tym aresztowaniem… wszyscy trzej znaleźli się pod ostrzałem. Okazało się, że diler był na celowniku nie tylko funkcjonariuszy służb antynarkotowych, ale również zabójcy na zamówienie. Podczas ostrzału ginie jeden z policjantów.

sc_2

Podobnie jak w drugim przypadku, tylko tym razem ofiarami idiotycznej polityki ścigania przestępstw bez ofiar padają policjanci. Policjanci świadomie podejmują ryzyko, ale czy politycy powinni narażać ich życie i zdrowie w walce, która z góry jest skazana na niepowodzenie?

Tam gdzie jest popyt, zawsze będzie podaż.

Amerykanie są na tak zwanej „wojnie z narkotykami” od 1973 roku. Konsumpcja oraz dostępność nie tylko nie spada, a jeszcze rośnie. Gdy służby eliminują jednego lub kilku dostawców (zmniejszają podaż), to cena narkotyków idzie w górę. Wysoka cena kokainy to większe pienądze dla producentów, dla przemytników i dla dystrybutorów. Szansa na duży zarobek przyciąga kolejnych gangsterów, a im wyższa cena, tym więcej chętnych na podjęcie ryzyka. Im bardziej rząd jest skuteczny w ściaganiu i eliminowaniu gangsterów, tym większe ekonomiczne zachęty dla przemytników.

Dla konsumentów wyższa cena oznacza, że część z nich zdecyduje się zamienić narkotyk o sprawdzonej jakości (czyli potencjalnie mniej szkodliwy dla zdrowia) na tańszy, gorszej jakości (czyli bardziej szkodliwy dla zdrowia).

Amerykańskie, kolumbijskie i meksykańskie służby walczą z narkotykami od prawie 50 lat. Polityka pochłonęła setki tysięcy ofiar oraz miliardy dolarów publicznych pieniędzy, a rynek cały czas istnieje i ma się nie gorzej niż w latach siedemdziesiątych.

escobar_z_sojusznikiem

Zdjęcie: Pablo Escobar z synem przed kwaterą główną swojego największego sojusznika rządu USA.

Rządy, które zdelegalizowały produkcję i handel narkotykami są odpowiedzialne za ogromny tranfer majątku do gangów narkotykowych, setki tysięcy ofiar wśród zwykłych ludzi, policjantów, służb wywiadowczych oraz żołnieży oraz pośrednio za śmierć niektórych narkomanów.

Jeśli podobał Ci się ten post i chciałbyś otrzymywać powiadomienia o kolejnych, polub nas na facebook’u.

https://www.facebook.com/freedomhubpl/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s