„Chciwość i strach to znakomici nauczyciele.”

Tekst jest tłumaczeniem przemowy wygłoszonej przez Nassima Taliba na ceremonii graduacyjnej na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie.

Tekst w języku angielskim:

http://www.zerohedge.com/news/2016-05-28/greed-fear-are-great-teachers-black-swan-author-tells-graduates-always-have-skin-gam

Autor oraz zarządzający funduszem hegdingowym, Nassim Taleb był gościem na ceremonii graduacyjnej studentów Uniwersytetu Amerykańskiego w Bejrucie. Nassim podzielił się swoimi przemyśleniami w tematach: jak ocenić sukces, jak ważny jest szacunek do samego siebie, czego może nas nauczyć chciwość i strach, o użyteczności nonsensu, oraz jak ważne jest „obycie w grze”.

„To jest pierwsza graduacja w której uczestniczę (na swojej własnej graduacji byłem nieobecny). Nie do końca wiem czy jestem właściwą osobą aby mówić o sukcesie, ponieważ nie jestem jeszcze przekonany czy osiągnąłem sukces. Nie mówię tego z fałszywej skromności.

SUKCES JAKO KRUCHA BUDOWLA

Moja definicja sukcesu: każdego dnia patrzę w lustro, i zastanawiam się czy zawiodłem osobę, którą byłem gdy miałem 18 lat. W tym wieku wiekszość z nas nie doświadczyła jeszcze trudów zycia. Niech osoba, którą byłeś w wieku 18 lat będzie jedynym sędzią; nie twoja reputacja, nie twój majątek, nie twoja pozycja w społeczności, nie twoje medale na marynarce. Jeżeli patrząc w lustro nie czujesz się zawstydzony, to już osiągnąłeś sukces. Wszystkie pozostałe definicje sukcesu to tylko konstrukty nowoczesności; kruche konstrukty nowoczesności.

Dla Antycznych Greków sukces to heroiczna śmierć. Współczesny świat jest dużo mniej krwawy (nawet jeśli myślimy o Libanie) więc możemy przyjać inną definicję. Taką która definiuje sukces jako heroiczna droga z korzyścią dla wielu. Tak długo jak wszystko co robisz jest nietylko z korzyścią dla ciebie, ale równiez dla innych. Sekretne stowarzyszenia miały zasadę, która definiowała człowieka honoru (uomo d’onore): robisz jedną rzecz dla siebie i jedną dla członków stowarzyszenia. Cnota jest nierozerwalna od odwagi. Na przykład odwaga do robienia rzeczy, które są niepopularne. Podejmowanie ryzyka dla korzyści innych; nie musi to być z korzyścią dla całej ludzkości, może to być pomoc w lokalnej społeczności. Im skala jest bardziej mikro, im mniej abstrakcyjna tym lepiej.

Sukces nie może współistnieć ze słabością. Na swojej drodze spotkałem miliarderów, którzy byli przerażeni na myśl o spotkaniu z dziennikarzem, zamożnych ludzi, którzy czuli sie zdruzgotani bo ich szwagier dorobił się majątku, akademików z nagrodą Nobla, którzy z przerażeniem czytają komentarze na swój temat w internecie. Im wyżej dotarłaś, tym większa przepaść za tobą. Prawie wszyscy ludzie, których spotkałem na swojej drodze i którzy osiągneli sukces, zmagają się ze strachem i niepewnością. Najgorsi są tak zwani „byly [wstaw pełnioną funkcję]”. Postaci z CV na 4 strony, którzy po tym tym jak zrezygnowali z pełnionych funkcji są wciąż uzależnieni od służalczości biurokratów. Zmagają się wciąż z uczuciem jak gdyby zostali wyrzuceni ze swojego wlasnego zycia. Uczucie, którego doświadczamy gdy wracamy do domu i okazuje się, ze ktoś ukradł nasze wszystkie meble.

Antyczni stoicy (Fenicjanie) twierdzili, że ci, którzy szanują samych siebie są krzepcy. Jeżeli ktoś zastanawia sie kim byli stoicy… to tacy buddyści tylko, że aroganccy. Coś w stylu połączenia buddysty z Libańczykiem. Spotkałem krzepkich ludzi w wiosce Amioun, którzy byli dumni z bycia częścią wspólnoty. Kładą się spać dumni a rano wstają szczęśliwi. Tak jak rosyjscy matematycy, którzy podczas trudnych czasów po upadku Związku Sowieckiego zarabiając $200 miesięcznie, odczuwali dumę z tego, że ich praca była doceniana przez 20 innnych matematyków. Chwalenie się medalami lub przyjmowanie nagród uważali za przejaw słabości oraz brak wiary we własne osiągnięcia. Także bogaci ludzie bywają krzepcy. Ale o takich nie usłyszych, bo nie są lwami salonowymi. Prędzej spotkasz ich pijących Arak baladi niz Veuve Cliquot.

OSOBISTA HISTORIA

Teraz trochę o mojej własnej drodze przez życie. Nie mówcie nikomu, ale wszystko co ludzie zaszufladują jako głębokie filozoficzne wywody jest mocno przypudrowane.

Wszystkie te rewolucyjne myśli pochodzą z instynktu hazardzisty. Wygląda to trochę jak partia pokera pomiędzy nałogowym hazardzistą i arcykapłanem. Ludzie nie chcą w to uwierzyć: moje wykształcenie to głównie lekcje, które nabyłem podejmując ryzyko handlując instrumentami finansowymi. Plus niewielkie wsparcie pochodzące z formalnego systemu edukacji.

Szczęśliwie dla mnie, moje wykształcenie bardziej przypominało to, które otrzymywali antyczni mieszkańcy basenu Morza Środziemnomorskiego lub mieszkańcy średniowiecznej Europy, niż to, które otrzymują ludzie współcześni. Urodziłem się w bibliotece. Moi rodzice mieli konto w Librarie Antoine w Bab Ed Driss oraz ogromną bibliotekę. Nakupowali więcej książek niż sami byli w stanie przeczytać, więc byli szcześliwi, że ktoś ich w tym wyręczał. Mój ojciec znał każdego erydutę w Libanie, a szczególnie dobrze historyków. Często gościli u nas jezuiccy księża, których multidyscyplinarna erudycja niesamowicie mi imponowała. Mój ideał edukacji to dyskusja z profesorami przy kolacji. Dużo bardziej ceniłem i cenię erudycję od inteligencji. Początkowo marzyłem o tym aby zostać pisarzem i filozofem. Sukces w tych dziedzinach jest niemożliwy do osiągnięcia jeśli nie przeczytałeś tysięcy książek. Libański licencjat to zdecydowanie za mało. Moja młodość mniej więcej od 14 roku życia to niekonczące się wagary, które spędzałem na czytaniu książek. Później uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie skoncentrować sie na tematach, które zostaly mi narzucone przez innych. Szkoła kojarzy mi się ze zdobywaniem certyfikatów, a czytanie z rzeczywistym poszerzaniem horyzontów.

PIERWSZA PRZERWA

Moja kariera pisarska rozwijała się dosyć powolnie. Gdy skończylem 23 lata moja Wielka Libańska Powieść miała 8 stron (moje ówczesne tempo to strona maszynopisu rocznie). W tym samym roku dosyć przypadkowo natrafiłem na teorię prawdopodobieństwa podczas mojego pobytu w Wharton. Od tego czasu mam obsesję na tym punkcie. Moja obsesja nie pochodzi z wniosłych wywodów filozoficznych oraz naukowej ciekawości, a raczej z emocji i hormonalnych bodźców, które doznaję gdy podejmuje ryzyko na rynkach finansowych. Kolega opowiedział mi o skomplikowanych instrumentach pochodnych i zdecydowałem się związać moją karierę z tą dziedziną. Połączenie skomplikowanej matematyki oraz handlu. Dziedzina była nowa i nieodkryta, a jednocześnie niezwykle skomplikowana matematycznie.

Chciwość i strach to znakomici nauczyciele. Byłem jak narkoman o średniej inteligencji, który potrafi wymyśleć najbardziej pomysłowy sposób aby zdobyć narkotyk. Gdy ryzyko wisiało w powietrzu, natychmiast mój drugi mózg zaczynał pracę i teorie ekonomiczne stawały się niezwykle interesujące. Gdy wokół ciebie się pali, zaczynasz biec szybciej niż na zawodach. Gdy brakowało mi ryzyka stawałem się głupszy. Jako trader starasz się wykorzystywać matematykę aby rozwiązywać problemy, które mają dla ciebie znaczenie. Robiłem to zupełnie odwrotnie niż naukowcy, którzy najpierw tworzą teorię, a dopiero później szukają do tej teorii zastosowania. Stosowanie matematyki do rozwiązywania problemów biznesowych to zupełnie inna para kaloszy. Musisz zrozumieć problem bardzo dogłębnie zanim zaczniesz stosować jakiekolwiek równania matematyczne. 12 lat praktyki w finansach ilościowych (quantitative finance) sprawiło, że zdobycie doktoratu nie stanowiło dla mnie dużego problemu.

Uświadomiłem sobie, że ekonomiści oraz naukowcy zajmujący się naukami społecznymi prawie zawsze stosują nie tą dziedzinę matematyki, którą powinni. Ten problem stał się później głównym tematem mojej książki „Czarny łabędź”. Narzędzia statystyczne, które stosowali i wciąż stosują były nie tylko niewłaściwe, były bardzo, bardzo niewłaściwe. Ich metody zupełnie ignorują tzw. „tail events”. Czyli wydarzenia, które występują bardzo rzadko, ale pociągają za sobą bardzo daleko idące konsekwencje. „Naukowcy”, o których mówię byli zbyt aroganccy aby zaakceptować swoje własne ograniczenia. Dzięki temu odkryciu, udało mi się osiągnać niezależność finansową zanim ukończyłem 30 lat. Miało to miejsce po krachu na giełdzie w 1987 roku.

Czułem, że mam coś do powiedzenia o tym jak stosujemy teorię prawdpodobieństwa, oraz jak myślimy i jak zarządzamy ryzykiem. Teoria prawdpodobieństwa to połączenie nauki oraz filozofii; dotyka również innych dziedzin takich jak teologia, psychologia czy inżynieria ryzyka. Teoria prawdopodobieństwa powstała w Lewancie w ósmym wieku naszej ery, i była początkowo wykorzystywana do szyfrowania wiadomości. Ostatnie trzydzieści lat był dla mnie znakomity. Ten czas poświęciłem na zgłębianie teorii prawdopodobieństwa oraz robienie sobie żartów z ludzi, którzy biorą siebie zbyt poważnie. Weź artykuł naukowy losowego badacza; zapytaj go jak interpretuje p-wartość a w jego oczach zobaczysz przerażenie.

MIĘDZYNARODOWE STOWARZYSZENIE LUDZI, KTÓRZY NIE MOGĄ POWSTRZYMAĆ SIĘ PRZED WYMIENIANIEM NAZWISK WSZYSTKICH LUDZI, KTÓRYCH ZNAJĄ

Kolejny ważny etap w moim życiu rozpoczął się po kryzysie w 2008 roku. Wtedy po raz pierwszy stałem się sławny. I uświadomiłem sobie, że nienawidzę sławy, sławnych ludzi, kawioru, szampana, skomplikowanego jedzenia, drogiego wina, a szczególnie ludzi zajmujących się drogim winem. Lubię zjeść mezze i popić je lokalnym Arak baladi. Nie mniej, nie więcej. Bogaci ludzie mają tendencje do posiadania preferencji, które narzuca im system (ten sam system który stara się ich jak najefektywniej wydoić).

Swoje własne preferencje uświadomiłem sobie po kolacji w restauracji z trzema gwiazdkami Michelin, którą miałem nieprzyjemność spędzić ze znanymi i snobistycznymi ludźmi. Po kolacji zatrzymałem się na pizze za $6.95 i nie byłem w restauracji z gwiazdami Michelin od tamtego czasu. Ani w żadnej innej ze skomplikowanymi nazwami potraw. Mam szczególną alergię do ludzi, którzy lubią się otaczać znanymi osobami albo takimi, którzy nie mogą się powstrzymać przed wymienianiem nazwisk wszystkich sławnych ludzi, których znają. Mniej więcej po półtora roku w świetle błysków, wróciłem do swojej pustelni-biblioteki, i rozpocząłem nowy etap kariery jako naukowiec zajmujący się technicznymi problemami. Za każdym razem gdy czytam biografię poświęconą mojej osobie, mam wrażenie, że opowiada o kimś zupełnie innym. Opisuje to co robiłem kiedyś a nie to co robię obecnie i co chciałbym robić.

O TYM JAK WAŻNE JEST „OBYCIE W GRZE”

To co teraz robię to opisuję swoje własne życie. Jestem bardzo zdystansowany do pomysłu dawania rad innym ponieważ każda rada, którą ktoś dał mi w przeszłości okazała się niewłaściwa. Jestem szczęśliwy, że się do nich nie zastosowałem. Doradzano mi abym skupił się jedynie na kilku zagadnieniach. Nigdy tego nie zrobiłem. Doradzano mi abym nie odkładał rzeczy na później. Czekałem 20 lat zanim wydałem „Czarnego łabędzia”. Książka sprzedała się w ponad 3 milionów egzemplarzy. Doradzano mi abym unikał fikcyjnych postaci w moich książkach. Gdyby nie Nero Tulip i Fat Tony, byłbym niezwykle znudzony. Mówiono mi abym nie obrażał ludzi z New York Times i Wall Street Journal; im bardziej ich obrażałem tym bardziej im zależało abym dla nich pisał. Mówiono mi abym nie podnosił ciężarów ze względu na problemy z plecami; podnoszę ciężary i od tamtego czasu nie mam problemów z plecami.

Gdybym miał jeszcze raz przeżyć swoje życie, byłbym jeszcze bardziej uparty i bezkompromisowy.

Nikt nigdy nie powinien dawać rad, jeśli sam nie ma „obycia w grze”. Jeśli dajesz komuś radę, musisz być pewny, że sam wcześniej zapłaciłeś srogo za popełnione błędy.

Moje najważniejsze zasady to:

– Nie czytaj gazet i przestań śledzić wiadomości w jakiejkolwiek formie. Aby się przekonać jak ważna jest ta rada, przeczytaj wiadomości z zeszłego roku. Nie oznacza to, że powinieneś ignorować wiadomości; oznacza to, że powinien przejść od wydarzeń do wiadomości, a nie na odwrót.

– Jeżeli coś wydaje ci się bez senxu; powiedz to głośno i wyraźnie. W krótkim terminie może to być bolesne; w długim terminie staniesz się krzepki. A ludzie, na których ci zależy będą ci ufać.

Gdy byłem jeszcze mało znanym pisarzem, wyszedłem ze studia Bloomberg Radio podczas wywiadu bo dziennikarz gadał bzdury. Trzy lata później znalazłem się na okładce Bloomberg Magazine. Większość ekonomistów na tej planecie mnie nie nawidzi (może z wyjątkiem tych z Uniwersytetu w Bejrucie). W odwecie za to, że pisałem o niegodziwościach firmy Monsanto, skierowano we mnie kampanie kłamstw i oszczerstw.

Traktuj oddźwiernego trochę lepiej niż szefa.

Jeżeli coś cię nudzi, nie trać na to czasu. Oszczędzaj na podatkach i wizytach u teściowej. Dlaczego? Bo twoja biologia jest najlepszym detektorem nonsensu. Korzystaj z niej, a poprowadzi cię przez życie.

Unikaj jak ognia:

Mięści bez siły,

przyjaźni bez zaufania,

opinii bez ryzyka,

zmiany bez estetyki,

sędziwości bez wartości,

jedzenie bez pożywienia,

władzy bez sprawiedliwości,

faktów bez rygoru,

wykształcenia bez erudycji,

wojska bez hartu,

rozwoju bez cywilizacji,

skomplikowania bez dogłebności,

biegłości bez kontekstu,

a przede wszystkim religii bez tolerancji.”

Jeśli podobał Ci się ten post i chciałbyś otrzymywać powiadomienia o kolejnych, polub nas na facebook’u.

https://www.facebook.com/freedomhubpl/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s